"Za sterami Lisunowa Li-2 o numerze ewidencyjnym 18414808, dwusilnikowej maszyny produkowanej przez radzieckich mechaników od 1939 r. na licencji amerykañskiego Douglasa C-47 siedział nadporucznik lotnictwa N.N. Buchłatow. Obok siebie miał mechanika pokładowego S.D. Borodina. Trzecim członkiem załogi był nieznany z nazwiska nawigator. Trudno powiedzieć, który to był ich lot. Buchłatow ściągając na siebie drążek sterowniczy i podrywając maszynę z lotniska we Lwowie z pewnością wiedział, na co naraża siebie, i 19 pasażerów: rosyjskich i czechosłowackich żołnierzy 2. Brygady Spadochronowo- Desantowej."W nocy z 14 na 15 października 1944 roku samolot z 24 osobami na pokładzie uderzył w zachodnią ścianę Zadniego Gerlachu około 80 metrów poniżej wierzchołka. Katastrofie towarzyszył wybuch paliwa i przewożonej amunicji. Pozostawione na skałach ślady działania wysokiej temperatury widoczne są do dziś...
"Według Mikulása Argalácsa i Dominika Michalika, autorów książki "Symbolický cintorín" pierwszym, który dotarł na miejsce zderzenia był leśniczy Jozef Dzadon, pracujący w Wyżnich Hagach. Dzadon opowiedział Michalikowi, że w drugiej połowie maja, może w początku czerwca, 1945 r. zauważył na stokach Zadniego Gerlachu błyszczące w słońcu duże przedmioty, przypominające zawieszony na skałach autobus."
"Według jego relacji wszędzie były ślady po ogniu, rozrzucone szczątki samolotu i trupy. Ludzie byli zmasakrowani, leżeli tam, gdzie rzuciła ich siła wybuchu. Tylko zwłoki dwóch żołnierzy były nieco dalej. Jeden leżał twarzą w dół, jakby jeszcze się czołgał, drugi, za skalnym żeberkiem półsiedział-półleżał. Leśniczy wspominał też o nadpalonym mapniku z kawałkiem zwęglonej mapy i o rozrzuconej broni, która nadal n
18 sierpnia 1945 r. Tadeusz Orłowski wraz z Danutą Schiele idąc drogą Komarnickich na północno-zachodniej ścianie Zadniego Gerlachu, w żlebie w górnej części drogi natknęli się na duży arkusz blachy aluminiowej. "Gdy zbliżali się do szczytu, bez trudu dostrzegli rozrzucone na dużej przestrzeni części samolotu. Orłowski zszedł do miejsca katastrofy. Na jednym z elementów rozbitej maszyny widać było czerwoną gwiazdę, a i mundury ofiar nie pozostawiały wątpliwości. Pobyt dwojga taterników w słowackich Tatrach nie był zbyt legalny, woleli więc nie tłumaczyć się z odkrycia miejscowym władzom. Powiedzieli o nim słowackiemu przyjacielowi Slávie Cagasíkovi lub Stafanovi Kovalcíkovi, Orłowski dokładnie nie pamiętał, który rzecz zgłosił oficjalnie."
Termin pierwszej wyprawy, której zadaniem było zniesienie ofiar, wyznaczono na 4 października 1945 r. Jednak ze względu na złe warunki atmosferyczne wyprawa ta nie przyniosła zamierzonych efektów. Kolejną wyprawę można było zorganizować jednak dopiero 19 lipca 1946 r., po zejściu śniegu. Zwłoki zniesiono do Tatrzańskiej Polanki i przewieziono do Gerlachowa.
Pogrzeb ofiar odbył się z honorami wojskowymi w niedzielę, 28 lipca 1946 r. Wszyscy spoczęli w wydzielonej kwaterze wiejskiego cmentarza w Gerlachowie. Nagrobki z czarnego granitu skierowane są ku najwyższemu szczytowi Tatr...
"Miejsce katastrofy jeszcze dwukrotnie było celem specjalnych wypraw. W lipcu 1962 r. z Doliny Batyżowieckiej na Zadni Gerlach weszła duża grupa ratowników Horskej Slużby z zadaniem zniesienia wybranych szczątków samolotu i jego wyposażenia. Z miejsca katastrofy zabrano ciężki pokładowy karabin maszynowy, lekki karabin maszynowy, kilka pistoletów automatycznych i karabinów, amunicję, rozrusznik samolotu i część skrzydła z wymalowaną czerwoną gwiazdą - znakiem Armii Czerwonej.

Przez ok. 50 lat podawano błędną datę katastrofy - 09 października zamiast 14-15 października 1944 r. Taka też widnieje na pomniku upamiętniającym ofiary tego nieszczęśliwego lotu...
Źródło: Zbigniew Ładygin "Furman nie doleciał" Tatry TPN nr 4 (10) 2004.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz