Tego dnia za cel obraliśmy sobie Słowacki Raj - przepiekną malowniczą krainę niziutkich pagórków, lecz wcale nie mniej pięknych od wielkich skał. Miejsce, z którego wyruszyliśmy nazywa się Dedinki. Bardzo urokliwa mieścina sprzyjająca turystom nie tylko latem, ale także i zimą narciarzom.
Niestety nie mam przy sobie dokładnej mapy i ciężko mi przytoczyć dokładną trasę...na razie powiem tyle ile pamiętam: wyruszyliśmy z Dedinek w stronę Strateny przez Małe Zajfy (słow. Maly Zajf) aż do płaskowyżu Geravy. Z powrotem wróciliśmy szlakiem pod krzesełkowym wyciągiem. Cudownie...
Te dwa zdjęcia w maleńkim stopniu oddają bajkowy zakątek, w którym kiedyś w przyszłości marzy mi się mieć swój własny mały domek....ale to tylko marzenie:)
Co jeszcze mogłabym dodać do tego dnia....
Wieczorem wybraliśmy się do Tatrzańskiej Łomnicy. Zlokalizowaliśmy tam nieduży pub, gdzie można było napić się piwka i zagrać w billarda. Wnętrze tego lokalu może nie było na najwyższym poziomie (ja bym to oceniała na polskie lata 80.), ale nie to jest sednem całej tej opowieści:)
Popijając zimne, słowackie piwko i grając beztrosko w billarda przyszedł czas na...odwiedzenie toalety. Piotr pokierowany przez barmana udał się w głąb pubu i zniknął za drzwiami. Domyślałam się, że tam z pewnością jest toaleta. Kiedy Piotr wrócił z wielkim uśmiechem na twarzy powiedział: "Dora, idź do kibelka"...a że też już czułam potrzebę, wiec poszłam. Otworzyłam te same drzwi, co Piotr i....zgłupiałam. Pierwsza moja myśl? "O kurde! Jestem na dworzu....i musze teraz poszukać krzaczka, żeby załatwić potrzebę:)))".Naprawdę doznałam ciężkiego szoku.... Ale nie Kochani....nie było tak tragicznie.....co prawda za drzwiami była ogromna przestrzeń, ale to nie był dwór tylko....kino:)))) Tak, do toalety chodziło się do kina....tzn do toalety w kinie, które było za ścianą tegoż pubu. Wyobraźcie sobie tylko nasze miny, jak otwieraliśmy te drzwi, z perspektywy ludzi, którzy stali w holu w kinie:))))) Mówię Wam....ubaw po pachy:)))))))))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz